Fed pod wątpliwość podwyżki stóp. Rynek wycenia ją na blisko 70 procent573 mln zł z NFOŚiGW na geotermię. Września wierci, Wielkopolska ma 5 projektówKoreańska armia bada polskie zabezpieczenia na granicy z BiałorusiąWieluń: Policja udaremniła oszustwo na seniorce. 32-latek w rękach kryminalnychMabion planuje ekspansję w USA. Polski gigant biotechnologiczny rozważa przejęcie zakładuAreszt dla 41-latka za alarmy bombowe w szkołach. Grozi mu 15 lat więzieniaFed pod wątpliwość podwyżki stóp. Rynek wycenia ją na blisko 70 procent573 mln zł z NFOŚiGW na geotermię. Września wierci, Wielkopolska ma 5 projektówKoreańska armia bada polskie zabezpieczenia na granicy z BiałorusiąWieluń: Policja udaremniła oszustwo na seniorce. 32-latek w rękach kryminalnychMabion planuje ekspansję w USA. Polski gigant biotechnologiczny rozważa przejęcie zakładuAreszt dla 41-latka za alarmy bombowe w szkołach. Grozi mu 15 lat więzienia

Szokujące ceny szkolnych obiadów. Rodzice w Słupsku zapłacą nawet 25 zł za posiłek

Początek roku szkolnego uderza w portfele polskich rodzin drastycznymi stawkami za wyżywienie dzieci. Serwis DoRzeczy.pl alarmuje, że w skrajnych przypadkach cena za jeden dwudaniowy zestaw sięga już 25 złotych.

Jak informuje portal DoRzeczy.pl, koszty posiłków w placówkach oświatowych stały się dla wielu opiekunów poważnym obciążeniem budżetu domowego. Dysproporcje w skali kraju są ogromne i zależą od modelu organizacji żywienia wybranego przez dyrekcję danej szkoły. Podczas gdy w jednej z bydgoskich placówek uczeń zje obiad za 6 zł, w Szkole Podstawowej nr 3 w Słupsku za jednorazowy zakup dwudaniowego zestawu trzeba zapłacić 25 zł.

Wysokie ceny uderzają także w mieszkańców stolicy, gdzie w Szkole Podstawowej nr 234 abonament za dwudaniowy posiłek wynosi 17 zł dziennie. Przy pełnym miesiącu żywienia, obejmującym 21 dni, rodzice muszą wyłożyć 357 zł na jedno dziecko. Taniej jest tam, gdzie samorządy decydują się na wysokie dopłaty – w Gdańsku uczeń płaci 5,50 zł, ponieważ miasto dokłada do każdego obiadu blisko 5 zł z publicznych pieniędzy.

Na ostateczny rachunek wpływ ma przede wszystkim obecność własnej kuchni w budynku szkoły lub konieczność korzystania z zewnętrznego cateringu. W przypadku firm zewnętrznych cena rośnie ze względu na marżę oraz koszty transportu. Teoretycznie rodzice powinni opłacać jedynie tzw. wsad do kotła, czyli produkty wykorzystane do przygotowania posiłku, jednak w praktyce rynkowej te zasady bywają trudne do utrzymania bez wsparcia gminy.

Sytuację komplikują nowe, narzucone odgórnie zasady żywienia, które obowiązują od 1 września w szkołach i przedszkolach. Nowe menu wymusza podawanie potraw roślinnych na bazie roślin strączkowych co najmniej raz w tygodniu oraz obecność owoców lub warzyw w każdym posiłku. Mięso może pojawić się na talerzach tylko dwa razy w tygodniu, a ryba raz, co przy jednoczesnym ograniczeniu cukru stawia przed stołówkami nowe wyzwania logistyczne i kosztowe.

Dla najuboższych rodzin jedyną ścieżką pozostaje program Posiłek w szkole i w domu, który oferuje bezpłatne wyżywienie po spełnieniu kryteriów dochodowych. Wymaga to jednak przejścia przez procedurę biurokratyczną w ośrodku pomocy rodzinie. Państwo, zamiast systemowo zadbać o niskie ceny dla wszystkich pracujących rodziców, promuje model zasiłkowy, podczas gdy reszta obywateli musi mierzyć się z komercyjnymi stawkami cateringowymi. To kolejny przykład na to, jak biurokratyczne wymogi i brak własnych kuchni drenują portfele Polaków.

Zamiast realnego wsparcia dla rodzin, rodzice otrzymują centralnie sterowany jadłospis i rachunki, które w skali miesiąca przypominają ceny w restauracjach. Bezpieczeństwo ekonomiczne polskich rodzin zaczyna się od talerza w szkolnej stołówce, a tu państwo wyraźnie oddaje pole prywatnym dostawcom.

Źródło: dorzeczy.pl

Powiązane

Dyskusja (0)

bez rejestracji

Komentarze publikujemy po akceptacji moderatora. Imię jest opcjonalne; bez niego podpiszemy Cię jako „Gość".