Wiceszefowa MON poucza prezydenta. Skandaliczne wystąpienie w Gdyni
Podczas uroczystości w PGZ Stoczni Wojennej wiceminister obrony Magdalena Sobkowiak-Czarnecka w specyficzny sposób zwróciła się do prezydenta Karola Nawrockiego. Serwis DoRzeczy.pl opisuje falę krytyki, jaka spadła na urzędniczkę po jej publicznym wywodzie skierowanym do głowy państwa.
Do skandalicznej sytuacji doszło w środę w Gdyni podczas chrztu i wodowania fregaty ORP Wicher. W obecności najważniejszych osób w państwie, w tym premiera Donalda Tuska, głos zabrała niedawno mianowana wiceminister obrony narodowej Magdalena Sobkowiak-Czarnecka. Serwis DoRzeczy.pl informuje, że urzędniczka wykorzystała tę okazję do otwartego pouczania prezydenta Karola Nawrockiego w kwestiach politycznych i legislacyjnych.
Mam nadzieję, że pan prezydent może w końcu zmienić zdanie i zacznie nas popierać w tych dobrych ideach. Bo to prawda, dobra jest współpraca, miarą odwagi jest kontynuowanie tego, co robią poprzednicy, ale miarą odwagi jest też nie wetowanie wszystkiego, tylko dobre decyzje dla dobra Polski
wiceminister obrony narodowej Magdalena Sobkowiak-Czarnecka
Wiceminister w swoim wystąpieniu sugerowała, że głowa państwa powinna zmienić zdanie i zacząć popierać idee rządu. Sobkowiak-Czarnecka nawiązała m.in. do wydatków na obronność oraz mechanizmów finansowania modernizacji armii. Zamiast skupić się na merytorycznym aspekcie wodowania nowej jednostki, wiceszefowa MON postawiła na partyjną retorykę wymierzoną w pałac prezydencki, co natychmiast wywołało reakcję komentatorów.
Prawnik Alexy Guzowski, cytowany przez DoRzeczy.pl, nie krył oburzenia postawą urzędniczki, wskazując na brak zażenowania i chwalenie się tym występem w mediach społecznościowych. Zauważył on, że w obecności najwyższych rangą przedstawicieli władz wykonawczych, przemówienia urzędników niższego szczebla są zbędne. Warto przypomnieć, że prezydent w polskim systemie ustrojowym jest Najwyższym Zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, co nadaje słowom wiceminister MON dodatkowego, pejoratywnego wydźwięku.
Sobkowiak-Czarnecka, zanim trafiła do resortu obrony, pracowała w Komisji Europejskiej oraz szefowała sztabowi wyborczemu Władysława Kosiniaka-Kamysza. Ten brukselsko-partyjny rodowód zdaje się rzutować na obecny styl uprawiania polityki, gdzie konfrontacja z głową państwa staje się elementem autopromocji. Cała sytuacja wpisuje się w szerszy obraz napięć na szczytach władzy, o których informowaliśmy m.in. przy okazji przetasowań sondażowych między Donaldem Tuskiem a Radosławem Sikorskim.
Gdy wiceminister z partyjnego nadania publicznie dyscyplinuje wybranego w powszechnym głosowaniu prezydenta, mamy do czynienia z erozją powagi państwa. To niebezpieczny precedens, w którym interes partyjny i chęć zaistnienia w mediach społecznościowych biorą górę nad elementarnym szacunkiem do urzędu i racji stanu. Polskie bezpieczeństwo wymaga zgody, a nie aroganckich połajanek serwowanych w blasku fleszy.
Źródło: dorzeczy.pl
Powiązane
- PolitykaMiller krytykuje nowelizację DSA: pierwsza ocena treści należy do urzędników, nie sądu
- PolitykaBosak: duża część pieniędzy na ochronę zdrowia jest rozkradana
- PolitykaPSL zaproponuje limit dwóch kadencji dla posłów i senatorów
- PolitykaCzarnek żąda testów narkotykowych dla członków Rady Ministrów
Dyskusja (0)
Komentarze publikujemy po akceptacji moderatora. Imię jest opcjonalne; bez niego podpiszemy Cię jako „Gość".