Starcie o zarobki nauczycieli. Józefaciuk punktuje manipulacje resortu edukacji
Wiceminister Katarzyna Lubnauer ogłosiła sukces rządu w dbaniu o portfele nauczycieli, jednak spotkała się z miażdżącą ripostą Marcina Józefaciuka. Były poseł KO zarzucił resortowi żonglowanie danymi i nazywanie „dobrobytem” skrajnego przeciążenia pracowników oświaty.
Serwis DoRzeczy.pl poinformował o ostrym sporze wokół kondycji finansowej polskich pedagogów, który wybuchł po zapowiedziach zmian w systemie podatkowym. Wiceminister edukacji Katarzyna Lubnauer wyraziła radość, że dzięki nowym progom PIT nauczycielom zostanie więcej pieniędzy, argumentując, że prawie połowa z nich płaciła dotąd wyższe podatki po przekroczeniu progu 120 tys. zł rocznie. Rządowy plan zakłada podniesienie tego progu do 130 tys. zł oraz wprowadzenie nowej stawki 24 proc. dla dochodów w przedziale 130–150 tys. zł.
To nie jest więcej pieniędzy za pracę nauczyciela. To trochę mniej podatku od jego przeciążenia
Marcin Józefaciuk
Na te rewelacje zareagował Marcin Józefaciuk, który w mediach społecznościowych zarzucił kierownictwu MEN manipulowanie statystykami. Według jego wyliczeń opartych na danych za 2024 rok, próg podatkowy przekroczyło jedynie 36,17 proc. ogółu nauczycieli, a wynik powyżej 50 proc. dotyczył wyłącznie stopnia nauczyciela dyplomowanego. Józefaciuk wezwał resort do ujawnienia metodologii oraz nowych danych, pytając retorycznie, ilu pedagogów osiąga takie dochody z jednego etatu, a ilu dzięki desperackiemu łataniu dziur w systemie.
Kluczowym argumentem w sporze jest skala nadgodzin w polskiej szkole. Józefaciuk podał, że tygodniowo realizowanych jest około 2,2 mln godzin ponadwymiarowych, co obnaża głęboki kryzys kadrowy. Zdaniem byłego posła, państwo zamiast rozwiązywać problem braku rąk do pracy, po prostu rozdziela obowiązki pomiędzy pozostałych w zawodzie, zmuszając ich do pracy na półtora lub dwa etaty. To właśnie to przeciążenie, a nie wysokie płace zasadnicze, ma windować dochody części pracowników do drugiego progu podatkowego.
Zapowiedziana przez Donalda Tuska reforma podatkowa, o której pisaliśmy w kontekście przebudowy progów dla klasy średniej, ma w przyszłym roku objąć 3,5 mln podatników. Choć rząd kusi niższym PIT-em, jednocześnie planuje uderzenie w sektor przedsiębiorstw poprzez podniesienie CIT z 19 do 22 proc. dla największych podmiotów oraz wzrost daniny solidarnościowej. W obliczu gigantycznego deficytu budżetowego, o którym informowaliśmy w naszych ostatnich materiałach, każda taka zmiana rodzi pytania o realną trwałość finansów publicznych i cenę, jaką za te korekty zapłacą obywatele.
Spór Józefaciuka z Lubnauer pokazuje, że ministerialna propaganda sukcesu zderza się z brutalną rzeczywistością szkolnych korytarzy, gdzie „awans do klasy średniej” jest opłacony wypaleniem zawodowym. Państwo, zamiast stworzyć godne warunki na jednym etacie, chwali się łaskawszym opodatkowaniem pieniędzy wypracowanych ponad siły. System edukacji trzyma się dziś na milionach nadgodzin, a próba przedstawiania tego jako sukcesu finansowego jest przejawem wyjątkowego cynizmu władzy.
Źródło: dorzeczy.pl
Powiązane
- PolitykaMiller krytykuje nowelizację DSA: pierwsza ocena treści należy do urzędników, nie sądu
- PolitykaBosak: duża część pieniędzy na ochronę zdrowia jest rozkradana
- PolitykaPSL zaproponuje limit dwóch kadencji dla posłów i senatorów
- PolitykaCzarnek żąda testów narkotykowych dla członków Rady Ministrów
Dyskusja (2)
Komentarze publikujemy po akceptacji moderatora. Imię jest opcjonalne; bez niego podpiszemy Cię jako „Gość".
Genialny sukces, dać ludziom dwa etaty, żeby mogli zapłacić niższy podatek od własnego wykończenia. Naprawdę znajdzie się tu ktoś na tyle naiwny, żeby nazywać to podwyżką?
Może mi ktoś po prostu wytłumaczyć, skąd oni biorą te kwoty, bo z artykułu wynika, że średnio nauczyciel zarabia ponad 10 tysięcy miesięcznie? Czy to jest realna wypłata kogoś z waszej rodziny, czy w te statystyki wliczają tylko dyrektorów z największych miast?