Sikorski drwi z Romanowskiego. Szef MSZ uderza w Opus Dei i paszport na inne nazwisko
Szef dyplomacji Radosław Sikorski w ostrych słowach skomentował doniesienia o wniosku Marcina Romanowskiego o list żelazny. Jak informuje DoRzeczy.pl, minister spraw zagranicznych wykorzystał sprawę do ataku na przynależność religijną polityka oraz jego rzekome powiązania z Naddniestrzańską eksklawą.
Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski zareagował na platformie X na informacje o piśmie, które poseł Marcin Romanowski skierował do Sądu Okręgowego w Warszawie. Szef MSZ w swoim wpisie połączył wątek legalności dokumentów tożsamości z osobistym wyznaniem polityka. Sikorski określił Romanowskiego mianem numerariusza Opus Dei, drwiąc jednocześnie z okoliczności nadania korespondencji, która według ustaleń miała wpłynąć z Tyraspola, stolicy prorosyjskiego Naddniestrza.
Poseł jedynej patriotycznej partii, numerariusz Opus Dei z obcym dokumentem na fałszywe nazwisko w rusko-mafijnej eksklawie za porohami Dniestru. Scenariusz historii upadku pisze się sam
Radosław Sikorski
Sprawa nabrała tempa, gdy rzecznik Prokuratury Krajowej Przemysław Nowak ujawnił treść listu, w którym Romanowski domaga się możliwości odpowiadania przed sądem z wolnej stopy. Według prokuratury w piśmie znalazło się zaskakujące przyznanie do posiadania dokumentu na inną tożsamość. Romanowski miał argumentować, że paszport ten został wydany legalnie, na zasadach zbliżonych do tych, jakie przysługują świadkom koronnym, co ma mu ułatwiać swobodne poruszanie się poza granicami Unii Europejskiej.
Prokuratura Krajowa odcina się od wyjaśnień polityka, wskazując na brak podstaw do posiadania przez niego takich przywilejów. Rzecznik Przemysław Nowak podkreślił, że choć polskie prawo przewiduje dokumenty legalizacyjne dla służb specjalnych lub świadków koronnych, ten przypadek nie dotyczy posła. Śledczy zwracają uwagę, że dokumenty operacyjne nie mogą być wykorzystywane do celów prywatnych, a samo pismo z wnioskiem o list żelazny fizycznie nadano w Tyraspolu, co rodzi pytania o obecne miejsce pobytu podejrzanego.
Atak szefa MSZ wpisuje się w szerszy kontekst działań rządu wymierzonych w polityków opozycji, o czym informowaliśmy już przy okazji analizy wniosku o list żelazny wysłanego z Naddniestrza. Wykorzystywanie przynależności do organizacji katolickiej jako elementu politycznej drwiny przez urzędującego ministra spraw zagranicznych budzi pytania o standardy dyplomatyczne i intencje resortu. Zamiast merytorycznego wyjaśnienia kwestii paszportowych, szef dyplomacji stawia na personalne ataki, co w dobie napiętych relacji wschodnich wygląda na próbę przykrycia braku kontroli nad przepływem osób przez granice państwa.
W państwie rządzonym przez koalicję, która w sondażach notuje 29,3 proc. poparcia przy 22,3 proc. dla głównej opozycji, priorytetem powinno być bezpieczeństwo procedur, a nie medialne spektakle. Jeśli poseł rzeczywiście operuje paszportem na inne nazwisko poza kontrolą służb, mamy do czynienia z kompromitacją aparatu bezpieczeństwa, za który współodpowiada obecny rząd. Zamiast ironicznych wpisów na platformie X, obywatele oczekują od szefa MSZ konkretnych działań na rzecz uszczelnienia systemu wydawania dokumentów tożsamości.
Źródło: dorzeczy.pl
Powiązane
- PolitykaRada Ministrów przyjęła projekt ustawy o gruntach spółdzielni mieszkaniowych
- PolitykaTusk na inauguracji roku w ASzW: Polska stała się regionalnym mocarstwem
- PolitykaCzarnek odpowiada Morawieckiemu: To jakaś frustracja, zupełnie niepotrzebna
- PolitykaPrezes sądu zakazał sędzii wykładów na toruńskiej uczelni
Dyskusja (2)
Komentarze publikujemy po akceptacji moderatora. Imię jest opcjonalne; bez niego podpiszemy Cię jako „Gość".
wszyscy się kłócą o to Opus Dei i te paszporty, a ja się pytam, czy któryś z tych wielkich panów z Warszawy chociaż raz pomyślał o tym, jak my mamy ufać państwu, skoro jeden drugiemu takie numery wykręca. jak zwykły człowiek coś w urzędzie pomyli, to zaraz kara, a tu się bawią w jakieś gierki szpiegowskie za nasze pieniądze i jeszcze się z nas śmieją w twarz. kto tu w ogóle jeszcze trzyma stronę zwykłego podatnika?
Stefan, ty o zaufaniu piszesz, a tu w papierach stoi o jednym paszporcie na lewe nazwisko, więc ile takich dokumentów naprawdę krąży w tym układzie, skoro jeden przypadkiem wypłynął? Jeśli jeden poseł ma drugą tożsamość pod ręką, to połowa sejmu może w każdej chwili wyparować z kraju i nawet ich nie znajdziecie. Kto z was jeszcze wierzy, że to jest państwo, a nie prywatny folwark dla wybranych z dziesięcioma tożsamościami w portfelu?