Minister Maciej Berek kandydatem do TK. Sasin: Ile było krzyku o Pawłowicz?
Maciej Berek, dotychczasowy minister do spraw nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu, opuszcza gabinet Donalda Tuska, by ubiegać się o fotel sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Decyzja ta wywołała falę krytyki ze strony opozycji, która wytyka obecnej władzy hipokryzję w kwestii rzekomego odpolitycznienia wymiaru sprawiedliwości.
Jak informuje serwis DoRzeczy.pl, premier Donald Tusk oficjalnie potwierdził odejście jednego ze swoich najbliższych współpracowników z rządu. Maciej Berek, określany przez szefa rządu jako jego prawa ręka w egzekwowaniu priorytetów, ma teraz zasiąść w Trybunale Konstytucyjnym. Premier zaznaczył podczas czwartkowej konferencji prasowej, że wyraził warunkową zgodę na tę roszadę personalną, podkreślając jednocześnie zasługi ustępującego ministra w przygotowywaniu prac gabinetu.
Ta nominacja będzie symboliczna. Bo tyle się nasłuchaliśmy, wszyscy, jak to trzeba odpolitycznić Trybunał Konstytucyjny, jak to bardzo źle, że politycy trafiają do tego Trybunału Konstytucyjnego.
poseł PiS Jacek Sasin
Nominacja ta wzbudziła natychmiastowy sprzeciw polityków Prawa i Sprawiedliwości. Poseł Jacek Sasin na antenie Radia Zet przypomniał głośne protesty środowisk liberalnych, które w przeszłości atakowały kandydatury Krystyny Pawłowicz oraz Stanisława Piotrowicza do TK. Zdaniem Sasina, obecne działanie rządu stoi w jawnej sprzeczności z wcześniejszymi deklaracjami o konieczności odpolitycznienia instytucji państwowych i usuwania z nich czynnych polityków.
Do sprawy odniósł się również szef Kancelarii Prezydenta RP Zbigniew Bogucki, który w rozmowie z Polsat News wskazał na aspekty proceduralne. Choć minister przyznał, że przy zachowaniu odpowiednich ścieżek prawnych wybór może być uznany za ważny, wyraził wątpliwość co do sprawności działań marszałka Sejmu. Bogucki przypomniał, że w przeszłości dochodziło już do problemów z właściwym przeprowadzaniem procedur parlamentarnych przez obecne kierownictwo izby.
Wybór sędziego Trybunału Konstytucyjnego dokonywany jest przez Sejm bezwzględną większością głosów, po czym kandydat składa ślubowanie przed Prezydentem RP. Przejście urzędującego ministra bezpośrednio do organu orzekającego o konstytucyjności ustaw to kolejny ruch ekipy Tuska, który budzi pytania o standardy, jakie koalicja obiecywała wyborcom przed przejęciem władzy. W obliczu ostatnich sondaży, w których PiS utrzymuje 22,3 proc. poparcia, takie decyzje mogą być odbierane jako próba siłowego domykania systemu instytucjonalnego.
Polityczne roszady na linii rząd–Trybunał pokazują, że zapowiedzi o nowej jakości w polityce kadrowej były jedynie narzędziem w kampanii wyborczej. Zamiast zapowiadanych fachowców bez legitymacji partyjnych, do kluczowych organów państwa trafiają najbardziej zaufani ludzie premiera. To nie jest odpolitycznienie, lecz brutalna wymiana kadr pod płaszczykiem procedur demokratycznych.
Źródło: dorzeczy.pl
Powiązane
- PolitykaPrzydacz: inicjatorem spotkania Nawrockiego z Pacquiao była strona filipińska
- PolitykaPiS składa projekt zakazu sprzedaży alkoholu w opakowaniach poniżej pół litra
- PolitykaKanał Zero publikuje nagrania: Kołodziejczak miał proponować narkotyki i pieniądze za nagrania seksu
- PolitykaKomisja Wenecka przyjęła opinię ws. TK i uprawnień prezydenta, dokument na razie tajny
Dyskusja (0)
Komentarze publikujemy po akceptacji moderatora. Imię jest opcjonalne; bez niego podpiszemy Cię jako „Gość".