Koniec z egzaminami online w edukacji domowej. MEN uszczelnia system po kontroli NIK
Minister Edukacji podpisała nowelizację rozporządzenia, która jednoznacznie nakazuje stacjonarną formę egzaminów klasyfikacyjnych w edukacji domowej. Zmiany są bezpośrednim wynikiem kontroli NIK, która wykazała, że część szkół omijała przepisy, przeprowadzając testy przez internet.
Koniec z samowolą w przeprowadzaniu egzaminów dla uczniów uczących się poza szkołą. Minister Edukacji, realizując wniosek Najwyższej Izby Kontroli, podpisała nowelizację rozporządzenia w sprawie oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów w szkołach publicznych. Dokument ten szczegółowo określa warunki przeprowadzania egzaminów i ucina dyskusje na temat ich formy – od teraz stacjonarny charakter sprawdzenia wiedzy jest zapisany wprost i nie pozostawia pola do interpretacji.
Decyzja resortu to pokłosie kontroli o sygnaturze I/25/003/KSS zatytułowanej „Edukacja domowa – realizacja obowiązku szkolnego i obowiązku nauki poza szkołą”. Inspektorzy NIK ujawnili niepokojącą praktykę: mimo obowiązujących przepisów przewidujących formę stacjonarną, część placówek egzaminowała uczniów online. Choć kuratorzy oświaty wydawali zalecenia powrotu do murów szkolnych, do czasu zakończenia kontroli tylko część szkół realnie zastosowała się do tych wytycznych.
Dla tysięcy rodzin wybierających edukację domową jasność reguł ma znaczenie fundamentalne, gdyż to właśnie egzamin klasyfikacyjny decyduje o promocji do kolejnej klasy. Nowe przepisy, podpisane 20 sierpnia 2026 roku, mają wyeliminować rozbieżności w interpretowaniu prawa przez poszczególne placówki. Zmiany nie wprowadzają rewolucji, a raczej porządkują stan prawny na rok szkolny 2026/2027, dając rodzicom i uczniom czas na przygotowanie się do konkretnych wymagań organizacyjnych.
W państwie dbającym o jakość kształcenia nie może być miejsca na „drogę na skróty” weryfikacji wiedzy przyszłych pokoleń. Interwencja NIK i szybka reakcja MEN pokazują, że system nadzoru nad edukacją wymagał uszczelnienia, by dyplomy i promocje miały pokrycie w rzeczywistych umiejętnościach, a nie tylko w sprawnym połączeniu internetowym. Pełna informacja z wyników kontroli edukacji domowej zostanie opublikowana przez Izbę w najbliższych tygodniach.
Wzmocnienie nadzoru nad edukacją wpisuje się w szerszy kontekst cyfryzacji i jej ograniczeń w polskiej szkole. Niedawno informowaliśmy o innej ważnej decyzji w obszarze cyfrowym – Prezydent Nawrocki zawetował ustawę o eDzienniku, co spotkało się z aprobatą części środowiska politycznego. Widać wyraźnie, że państwo zaczyna stawiać twarde granice tam, gdzie wygoda cyfrowa mogłaby uderzyć w rzetelność procesów państwowych i bezpieczeństwo systemu oświaty. Polska racja stanu wymaga, by standardy edukacyjne były egzekwowane w sposób fizyczny i niepodważalny.
Źródło: nik.gov.pl
Powiązane
- PolitykaBocheński o Kornelu Morawieckim. Ostra reakcja środowiska Rozwoju Plus
- PolitykaWilla, Mercedes i Tajlandia. Prokuratura Europejska uderza w posła Wojciecha Króla
- PolitykaPolicja przed Trybunałem Konstytucyjnym. Media: Bogdan Święczkowski ma zostać zablokowany
- PolitykaKoniec z kominami płacowymi w szpitalach. Rząd uderza w kontrakty lekarskie
Dyskusja (2)
Komentarze publikujemy po akceptacji moderatora. Imię jest opcjonalne; bez niego podpiszemy Cię jako „Gość".
Wierzycie, że tu chodzi o poziom nauczania, a nie o zwykłe spędzenie dzieciaków do jednego worka, żeby łatwiej było im prać mózgi w państwowym molochu? NIK nagle się obudził, a jakoś nikomu nie przeszkadza, że w zwykłych szkołach na lekcjach panuje totalna partyzantka. Kto następny do golenia, skoro rodzice już nie mogą decydować o własnych dzieciach?
Słusznie piszesz o próbie kontroli, ale spójrz na drugą stronę medalu, bo te egzaminy przez kamerkę to była często zwykła farsa i kupowanie promocji do następnej klasy. Skoro państwo płaci subwencję na takiego ucznia, to ma prawo sprawdzić w cztery oczy, czy dzieciak faktycznie coś umie, czy tylko tata podpowiadał zza monitora. Kto uczciwie siedzi nad książkami w domu, ten nie będzie miał problemu, żeby raz w roku pojechać do szkoły i napisać test, czy to aż taki wielki wysiłek?