Kniażycki: Rząd Tuska nie deportuje Ukraińców. PKB ważniejsze od mobilizacji?
Ukraiński deputowany Mykoła Kniażycki uspokaja swoich rodaków, że mimo poparcia 67,2 proc. Polaków dla deportacji mężczyzn w wieku poborowym, rząd Donalda Tuska nie zdecyduje się na taki krok. Według polityka powód jest czysto ekonomiczny – obecność Ukraińców w Polsce ma generować roczny wzrost PKB na poziomie 2,7 proc.
Jak informuje serwis DoRzeczy.pl, deputowany Rady Najwyższej Ukrainy Mykoła Kniażycki odniósł się do propozycji Prawa i Sprawiedliwości dotyczącej odsyłania na front ukraińskich mężczyzn, którzy przebywają w Polsce, ale nie pracują legalnie. Polityk w mediach społecznościowych przekonywał, że obawy Ukraińców przed przymusowym powrotem do ojczyzny są bezzasadne, dopóki u władzy pozostaje obecna koalicja. Kniażycki wprost wskazał, że interes ekonomiczny polskiego państwa przeważa nad potrzebami obronnymi Kijowa, a obecny układ rządzący nie zaryzykuje utraty wpływów do gospodarki.
Powód jest prosty – Ukraińcy w Polsce, których jest 1,6-1,9 mln, zapewniają Polsce wzrost PKB o 2,7 proc. rocznie
deputowany Rady Najwyższej Ukrainy Mykoła Kniażycki
Ukraiński parlamentarzysta oparł swoje prognozy na danych dotyczących populacji uchodźców i migrantów. Według jego wpisu w Polsce przebywa obecnie od 1,6 do 1,9 mln Ukraińców, którzy zapewniają stabilny wzrost gospodarczy. Kniażycki ocenił, że propozycja deportacji to jedynie element walki o radykalnie prawicowy i populistyczny elektorat, a sam PiS ma w ten sposób desperacko reagować na negatywne nastroje społeczne. W jego ocenie nikt Ukraińców z Polski nie będzie wypędzał przynajmniej do czasu kolejnych wyborów parlamentarnych.
Zapowiedź deportacji padła 6 sierpnia podczas konwencji programowej PiS w Warszawie. Europoseł Tobiasz Bocheński argumentował wówczas, że aby Europa Środkowo-Wschodnia była bezpieczna i wolna, Ukraina musi zwyciężyć, a do tego niezbędni są żołnierze. Jarosław Kaczyński doprecyzował, że rozwiązanie nie uderzałoby w osoby uczciwie pracujące, a jedynie w tych, którzy unikają zarówno legalnego zatrudnienia, jak i obowiązku obrony własnego kraju. Lider opozycji przedstawił to jako realną pomoc dla Kijowa w procesie mobilizacji.
Choć rząd Donalda Tuska chętnie mówi o budowaniu morskiej potęgi i chrzczeniu nowych jednostek, jak ORP Wicher, o czym pisaliśmy w naszych wcześniejszych materiałach, kwestia wsparcia ukraińskiej mobilizacji kosztem rynku pracy pozostaje dla koalicji tematem tabu. Z perspektywy bezpieczeństwa regionu, o którym mówił Bocheński, kluczowe jest zwycięstwo Ukrainy, jednak słowa Kniażyckiego sugerują, że dla Warszawy ważniejszy jest doraźny wskaźnik PKB niż realne wzmocnienie ukraińskich szeregów. Wygląda na to, że priorytety rządu kończą się tam, gdzie zaczyna się interes pracodawców, co stawia pod znakiem zapytania deklaracje o pełnej solidarności z walczącym sąsiadem.
Źródło: dorzeczy.pl
Powiązane
- PolitykaPrzydacz: inicjatorem spotkania Nawrockiego z Pacquiao była strona filipińska
- PolitykaPiS składa projekt zakazu sprzedaży alkoholu w opakowaniach poniżej pół litra
- PolitykaKanał Zero publikuje nagrania: Kołodziejczak miał proponować narkotyki i pieniądze za nagrania seksu
- PolitykaKomisja Wenecka przyjęła opinię ws. TK i uprawnień prezydenta, dokument na razie tajny
Dyskusja (2)
Komentarze publikujemy po akceptacji moderatora. Imię jest opcjonalne; bez niego podpiszemy Cię jako „Gość".
Przecież tu nie chodzi o żadne PKB, tylko o utrzymanie taniej siły roboczej dla wielkich korporacji i montowni. Ktoś naprawdę wierzy, że ten rząd przejmuje się słupkami w gospodarce bardziej niż instrukcjami z Brukseli czy Berlina?
W samym tylko sektorze przetwórstwa brakuje nam rąk, ale realia są takie, że na dziesięciu chłopaków z Ukrainy uciekających przed poborem ledwie dwóch decyduje się na legalną umowę o pracę. Większość siedzi w szarej strefie, bo boją się, że jakikolwiek ślad w systemie ułatwi ich namierzenie, więc o jakim wpływie na PKB my tu w ogóle rozmawiamy?