Afera powodziowa w KARR: Prokuratura Europejska wchodzi do gry po publikacjach mediów
Prokuratura Europejska (EPPO) wszczęła śledztwo w sprawie pożyczek powodziowych przyznawanych przez Karkonoską Agencję Rozwoju Regionalnego, w której udziały ma samorząd Dolnego Śląska. Pod lupą śledczych znalazło się ponad 4,5 mln zł publicznych pieniędzy, które miały trafić do podmiotów nieposzkodowanych przez żywioł.

Serwis DoRzeczy.pl poinformował o wszczęciu postępowania przez Prokuraturę Europejską w sprawie mechanizmu rozdzielania środków dla przedsiębiorców rzekomo dotkniętych powodzią z września 2024 roku. Instytucja ta zajmuje się ściganiem przestępstw godzących w interesy finansowe UE, takich jak korupcja czy oszustwa funduszowe. Wątpliwości budzi fakt, że pieniądze pochodziły z funduszu BGK opartego na środkach unijnych, a ich dysponentem była Karkonoska Agencja Rozwoju Regionalnego (KARR), kontrolowana przez Samorząd Województwa Dolnośląskiego.
Mogę potwierdzić, że EPPO wszczęło postępowanie w tej sprawie. Aby nie zagrozić wynikom śledztwa, na razie nie można ujawniać żadnych dalszych informacji
Tine Hollevoet, rzecznik EPPO
Skala potencjalnych nadużyć obejmuje kwotę ponad 4,5 mln zł, która trafiła do trzech podmiotów z Dziwiszowa oraz jeleniogórskiej Agencji Reklamy i Promocji Dami. Ta ostatnia otrzymała pożyczkę przekraczającą 1 mln zł, mimo że dane satelitarne systemów Copernicus i ICEYE oraz rejestry Wód Polskich nie potwierdzają, by woda w ogóle dotarła pod wskazane w dokumentach adresy. W jednym przypadku najbliższy obszar zalania znajdował się niemal 1,5 km od siedziby firmy, która pobrała środki.
Wybuch afery doprowadził do trzęsienia ziemi w strukturach agencji. Stanowisko stracił prezes KARR Hubert Papaj, a wraz z nim odwołano całą radę nadzorczą. Ujawnione przez media dokumenty wskazują na rażącą uznaniowość przy wydawaniu zaświadczeń o szkodach; przykładowo gmina Jeżów Sudecki przyznała, że w przypadku firmy AMARCORD należącej do męża ówczesnej wiceprezes KARR, urzędnicy opierali się wyłącznie na oświadczeniu wnioskodawcy, nie dysponując żadnym niezależnym dowodem zalania.
Procedura prokuratorska EPPO ma znacznie szerszy zakres niż dotychczasowe weryfikacje prowadzone przez BGK czy CBA, ponieważ unijni śledczy mogą stawiać zarzuty i kierować akty oskarżenia bezpośrednio do polskich sądów. To kolejny przykład, gdy publiczne pieniądze przeznaczone na ratowanie majątku obywateli po kataklizmie stają się łupem osób powiązanych z lokalnymi układami politycznymi. Jeśli doniesienia o braku faktycznych zniszczeń się potwierdzą, będziemy mieli do czynienia z cynicznym żerowaniem na tragedii powodzi za przyzwoleniem samorządowych instytucji.
W kontekście wcześniejszych spraw, jak chociażby podnoszona przez premiera Morawieckiego kwestia ochrony interesów grup żerujących na majątku państwowym, sprawa KARR pokazuje, że mechanizmy kontrolne wciąż zawodzą. Instytucje samorządowe, zamiast rzetelnie weryfikować straty, stały się pasem transmisyjnym dla publicznej gotówki płynącej do „swoich”. Rozliczenie tej afery przez organy europejskie będzie testem na to, czy w Polsce lokalne sitwy pozostają bezkarne, gdy stawką są miliony z kieszeni podatnika.
Źródło: dorzeczy.pl
Powiązane
- PolitykaTusk na inauguracji roku w ASzW: Polska stała się regionalnym mocarstwem
- PolitykaCzarnek odpowiada Morawieckiemu: To jakaś frustracja, zupełnie niepotrzebna
- PolitykaPrezes sądu zakazał sędzii wykładów na toruńskiej uczelni
- PolitykaObrońcy życia proponują Nawrockiemu pięć obszarów prac Rady Rodziny i Demografii
Dyskusja (1)
Komentarze publikujemy po akceptacji moderatora. Imię jest opcjonalne; bez niego podpiszemy Cię jako „Gość".
oni tam w tych agencjach to wszyscy swoi a u nas w gminie nawet na naprawy studzienek nie dali bo niby budzetu nie ma. zaraz sie okaze ze te miliony poszly na reklamy w gazetch u kumpli zamiast na realna pomoc. ktos z was w ogole dostal chocby zlotowke odszkodowania bez znajomosci w urzedzie czy tylko my sie tu zrzucamy na ich premie?