Afera korupcyjna w KO. Znany muzyk miał pośredniczyć w łapówkach dla posła Króla
Śląski muzyk Roman W., znany jako Mietall Waluś, miał być pośrednikiem w przekazywaniu łapówek dla posła KO Wojciecha Króla w zamian za unijne dotacje. Jak informuje serwis DoRzeczy.pl, prokuratura bada wątek 350 tys. euro prowizji za pozytywne rozpatrzenie wniosku opiewającego na miliony złotych.
Śląski muzyk Roman W., występujący pod pseudonimem Mietall Waluś, miał pełnić rolę łącznika między posłem Koalicji Obywatelskiej Wojciechem Królem a podmiotem starającym się o ogromne dofinansowanie z funduszy unijnych. Z ustaleń serwisu DoRzeczy.pl wynika, że sprawa dotyczy spółki Silesia Invest, która ubiegała się o ponad 27 mln zł na realizację projektu Stara Huta. Po pierwotnym odrzuceniu wniosku miała paść korupcyjna propozycja: pozytywne rozpatrzenie dokumentacji w zamian za 5 proc. wartości dotacji.
Mechanizm procederu, który prześwietla obecnie Prokuratura Europejska, zakładał przekazanie politykowi kwoty 350 tys. euro po zatwierdzeniu wyboru spółki do finansowania. Według śledczych Roman W. miał zatrzymać dla siebie 20 tys. euro z tej puli jako wynagrodzenie za pośrednictwo. Muzyk, który wcześniej miał korzystać z politycznych wpływów Wojciecha Króla, został zatrzymany w kwietniu 2026 roku i trafił do tymczasowego aresztu. Prokuratura bada także wątek nacisków, jakie poseł miał wywierać na bliskich aresztowanego, by wymusić ustanowienie konkretnego adwokata.
Wojciech Król, który od grudnia 2024 roku pełni funkcję przewodniczącego Rady Mediów Narodowych, stracił immunitet w lipcu, gdy Sejm przychylił się do wniosku śledczych. Posłowie nie wyrazili jednak zgody na jego zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie, co pozwala mu odpowiadać z wolnej stopy mimo ciężkich zarzutów korupcyjnych. W tle pojawiają się również związki muzyka z mediami publicznymi – Roman W. współpracował z Polskim Radiem Katowice, przygotowując cotygodniowe audycje, a jego umowę rozwiązano w trybie natychmiastowym dopiero w maju 2026 roku.
Sytuacja ta rzuca cień na transparentność wydatkowania środków unijnych, o których bezpieczeństwie tak często zapewniają przedstawiciele obecnej koalicji rządzącej. Sprawa prowadzona przez organy europejskie pokazuje, że mechanizmy kontrolne wewnątrz kraju mogły okazać się niewystarczające, by powstrzymać potencjalny drenaż publicznych pieniędzy przez ludzi związanych z zapleczem władzy. To kolejny przykład, gdy o standardach uczciwości w polskiej polityce decydują instytucje spoza Warszawy, co wystawia fatalne świadectwo sprawności polskich służb i organów nadzorczych.
Źródło: dorzeczy.pl
Powiązane
- PolitykaMiller krytykuje nowelizację DSA: pierwsza ocena treści należy do urzędników, nie sądu
- PolitykaBosak: duża część pieniędzy na ochronę zdrowia jest rozkradana
- PolitykaPSL zaproponuje limit dwóch kadencji dla posłów i senatorów
- PolitykaCzarnek żąda testów narkotykowych dla członków Rady Ministrów
Dyskusja (1)
Komentarze publikujemy po akceptacji moderatora. Imię jest opcjonalne; bez niego podpiszemy Cię jako „Gość".
oni tam miliony w euro przytulają za jeden podpis a ja musze faktury na pare stów miesiącami wyszarpywać od złodzieji. ciekawe ile jeszcze takich projektów poszło bokiem za moje podatki bo przecież ta unijna kasa nie bierze sie z powietrza tylko z naszej roboty. kto z was wierzy że to odosobniony przypadek a nie norma w tych urzędach?