Gigantyczna szkoda w Orlenie. Akt oskarżenia za 1,5 miliarda złotych strat na ropieNawrocki podsumowuje rok prezydentury. Zajączkowska-Hernik chwali asertywnośćPrzełom w Lubiatowie: Polskie firmy wchodzą na plac budowy pierwszej elektrowni jądrowejGrupa Modivo walczy z zadłużeniem. Priorytetem redukcja lewara i kontrola zapasówJarosław Kaczyński ucina spekulacje: Prof. Przemysław Czarnek pozostaje kandydatem na premieraRosja tworzy „ukraińską brygadę Specnazu”. Jeńcy wojenni zmuszani do walki?Gigantyczna szkoda w Orlenie. Akt oskarżenia za 1,5 miliarda złotych strat na ropieNawrocki podsumowuje rok prezydentury. Zajączkowska-Hernik chwali asertywnośćPrzełom w Lubiatowie: Polskie firmy wchodzą na plac budowy pierwszej elektrowni jądrowejGrupa Modivo walczy z zadłużeniem. Priorytetem redukcja lewara i kontrola zapasówJarosław Kaczyński ucina spekulacje: Prof. Przemysław Czarnek pozostaje kandydatem na premieraRosja tworzy „ukraińską brygadę Specnazu”. Jeńcy wojenni zmuszani do walki?

Sąd nad NBP bez prawa głosu. Państwo procedurę zamienia w egzekucję

Sejmowa większość forsuje wniosek o Trybunał Stanu dla Adama Glapińskiego, rezygnując z przesłuchania głównego zainteresowanego. To nie jest troska o praworządność, lecz partyjna operacja na otwartym sercu polskiej waluty.

Sąd nad NBP bez prawa głosu. Państwo procedurę zamienia w egzekucję

W państwie, które aspiruje do miana poważnego, procedury są bezpiecznikiem chroniącym przed samowolą silniejszego. Tymczasem w gmachu przy Wiejskiej obserwujemy spektakl, w którym rola oskarżonego została zredukowana do milczącego tła dla politycznego werdyktu. Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej dąży do sformułowania aktu oskarżenia przeciwko prezesowi NBP bez wysłuchania jego racji. To sytuacja bez precedensu, która bardziej przypomina sąd kapturowy niż rzetelne badanie konstytucyjności działań organu państwa.

Jako felietonista cyklu „Rachunek racji stanu” muszę postawić sprawę jasno: stabilność banku centralnego to nie jest kwestia sympatii do tego czy innego profesora. To fundament bezpieczeństwa finansowego Rzeczypospolitej. Jeśli mechanizm pociągania do odpowiedzialności najważniejszych osób w państwie zostaje skrócony do „ekspresowej ścieżki” dyktowanej kalendarzem wyborczym, to sygnał dla rynków jest jednoznaczny: polskie prawo jest plasteliną w rękach aktualnej większości parlamentarnej. Instytucje, które powinny być kotwicami w dobie kryzysu, stają się zakładnikami bieżącej walki o wpływy.

Pośpiech, o którym donoszą media, sugeruje, że sprawozdanie komisji ma być gotowe jeszcze w tej kadencji Sejmu. Dlaczego nagle procedury, które z natury powinny być żmudne i drobiazgowe, nabierają tempa godnego sprzątania biurek przed dymisją? Odpowiedź jest aż nadto czytelna – rzetelność przegrała z politycznym zapotrzebowaniem na „skalpy”. Ignorowanie głosu prezesa Adama Glapińskiego w procesie, który ma zdecydować o jego przyszłości i stabilności NBP, to nie tylko błąd proceduralny, to demonstracja siły, która ma zastraszyć każdego następcę.

Jeżeli procedura pociągania do odpowiedzialności staje się egzekucją bez prawa głosu, to państwo przestaje być arbitrem, a staje się narzędziem partyjnej wendety.

Cena partyjnej zemsty

Spójrzmy na liczby, bo to one ostatecznie wystawiają rachunek. Miliardowe zyski sektora bankowego oraz walka z inflacją, która według danych GUS za 2025 rok wyniosła +3,6%, to realia, w których operuje polska gospodarka. Stabilność złotego i wiarygodność NBP są wyceniane każdego dnia na giełdach w Londynie i Nowym Jorku. Warszawski parkiet i tak znajduje się pod presją kapitału zewnętrznego, a fundowanie mu dodatkowych turbulencji w postaci ataku na niezależność banku centralnego jest działaniem na szkodę interesu narodowego.

Państwo to organizacja, która musi budzić zaufanie u inwestorów i własnych obywateli. Jak można ufać systemowi, w którym organ konstytucyjny jest grillowany bez zachowania elementarnych standardów obrony? Atak na szefa NBP to w istocie atak na autonomię instytucji, która jako jedna z niewielu ma ustawowy obowiązek dbać o wartość polskiego pieniądza, a nie o słupki poparcia rządu. Próba siłowego przejęcia kontroli nad bankiem centralnym pod płaszczykiem rozliczeń to prosta droga do obniżenia ratingów kredytowych Polski.

Warto zapytać, co dalej. Czy każda kolejna ekipa będzie teraz zaczynać rządy od „skracania procedur”, byle tylko pozbyć się niewygodnych urzędników z kadencyjnymi gwarancjami? To jest demontaż państwa prawa w białych rękawiczkach. Jeśli komisja sejmowa uważa, że ma dowody na delikty konstytucyjne, nie powinna bać się konfrontacji z argumentami oskarżonego. Strach przed wysłuchaniem zeznań prezesa NBP świadczy o słabości merytorycznej samych zarzutów.

Kluczowe wskaźniki gospodarcze (maj 2026)
KategoriaWartość
Bezrobocie rejestrowane5,9%
Cena ON7,76 zł/l
Cena Pb 957,26 zł/l

Źródło: Dane GUS / Notowania paliw

Państwo w trybie doraźnym

Ten teatr ma jeszcze jeden wymiar: paraliż decyzyjny. Gdy szczyty władzy zajmują się ustawianiem gilotyny na szefa NBP, realne problemy państwa są rozwiązywane metodami chałupniczymi. Widzimy to w innych obszarach, gdzie samorządy muszą omijać biurokrację, by chronić mieszkańców przed podstawowymi zagrożeniami, bo centrala zajęta jest ideologiczną wojną. To klasyczny przykład państwa, które pręży muskuły tam, gdzie może kogoś ukarać, ale kapituluje tam, gdzie powinno służyć obywatelowi.

Zamiast budować odporność państwa, o której tak chętnie mówi MSWiA w kontekście obrony cywilnej, funduje się nam destabilizację od wewnątrz. Rachunek za ten polityczny spektakl zapłacimy wszyscy w wyższych kosztach obsługi długu i mniejszej przewidywalności gospodarczej. Inwestorzy nie lubią krajów, w których reguły gry zmienia się w trakcie meczu, a sędzia (w tym przypadku Sejm) gra w jednej z drużyn.

Dryfujemy w stronę modelu, w którym procedura jest tylko uciążliwym dodatkiem do woli politycznej. To niebezpieczny precedens. Dziś celem jest Adam Glapiński, jutro może nim być każdy inny szef niezależnej instytucji, który nie wpisuje się w oczekiwania urzędującego premiera. Państwo staje się organizacją do załatwiania porachunków, tracąc z oczu swój pierwotny cel: trwanie i rozwój w oparciu o nienaruszalne zasady.

Wyrok przed rozprawą

Sprawa Trybunału Stanu dla prezesa NBP obnaża jeszcze jedną patologię – prymat marketingu politycznego nad powagą urzędu. Przeciekające do mediów informacje o gotowym sprawozdaniu, zanim jeszcze zakończono jakiekolwiek merytoryczne prace, to napuści nastrojów, a nie działanie państwowotwórcze. To cyniczna gra na emocjach wyborców, którzy mają dostać igrzyska zamiast stabilnego pieniądza.

Jeśli dopuścimy do sytuacji, w której konstytucyjne organy państwa są usuwane metodą faktów dokonanych i z pominięciem prawa do obrony, to możemy zapomnieć o suwerenności w sensie instytucjonalnym. Zostaniemy z wydmuszką państwa, w którym liczy się tylko to, kto ma głośniejszy mikrofon na konferencji prasowej. Poważna prawica musi żądać przestrzegania procedur, nawet jeśli personalnie nie ocenia prezesa NBP najwyżej. Tu nie chodzi o człowieka, tu chodzi o urząd.

Puenta jest gorzka. Państwo, które nie szanuje własnych procedur przy rozliczaniu najważniejszych urzędników, wystawia sobie świadectwo tymczasowości. To nie jest „naprawa Rzeczypospolitej”, to jej zwijanie do poziomu plemiennej wendety. Rachunek racji stanu jest w tym przypadku nieubłagany: każda minuta tego politycznego sądu bez prawa głosu kosztuje nas wiarygodność, której nie odbuduje się żadną ustawą.

Powiązane

Dyskusja (0)

bez rejestracji

Komentarze publikujemy po akceptacji moderatora. Imię jest opcjonalne; bez niego podpiszemy Cię jako „Gość".