Korwin ma rację księgowo. Mentzen ma rację stanu. A Polska?
Spór o powrót powszechnych szkoleń wojskowych to nie dyskusja o budżecie i szturmach na koszary, tylko pytanie, czy państwo polskie ma zapas obywateli gotowych do obrony — czy tylko zapas deklaracji.

Sławomir Mentzen proponuje powszechne szkolenia wojskowe dla 19-latków. Janusz Korwin-Mikke odpowiada, że armia zawodowa to jedyny sensowny model. Jedna strona mówi o rezerwie i odporności państwa, druga o kosztach i wolności obywatela. I zwykle w takich sporach liberał ma rację w rachunkach, a państwowiec — w tezach. Tym razem obie strony grają w połowie boiska, a prawdziwy problem stoi niepilnowany na trybunach.
Bo spójrzmy na kalendarz. USA tworzą Dowództwo Wojny Autonomicznej i przebudowują swoje siły zbrojne od podstaw. Zełenski publicznie ponagla partnerów, bo brakuje rakiet przechwytujących i F-16. Brent znowu powyżej 100 dolarów, a rynek paliwowy zachowuje się jak człowiek, który widzi coś, o czym nie mówi. To nie jest tło dla akademickiej debaty o etatach w Wojsku Polskim. To jest tło dla decyzji, którą za pięć lat będzie się cytować albo wstydzić.
Mentzen ma zresztą jedną zaletę, której mu często odmawiają: mówi o tym, co realnie działa na froncie ukraińskim. Tam nie wygrała armia zawodowa ani armia najemna. Tam wygrała — i wciąż wygrywa — mieszanka: zawodowcy w technologii, obywatel w okopie, społeczeństwo, które wie, jak zakleić ranę i jak obsłużyć drona. Polska ma ponad dziesięć tysięcy żołnierzy zawodowych rocznie do dobudowania i nie ma ich. Ma za to miliony mężczyzn w wieku produkcyjnym, którzy ostatni raz strzelali na podstawówce.
Armia zawodowa kupuje czas, ale nie kupuje odporności — odporność państwa to zapas obywateli, którzy umieją więcej niż zapłacić podatek.
Argument księgowego i jego luka
Korwin-Mikke gra kartą, którą zna każdy urzędnik w departamencie budżetowym: szkolenie rocznika to koszt, koszt trzeba uzasadnić, a alternatywa — armia zawodowa — jest elegancka, mierzalna i nie budzi skarg rodziców. To rozumowanie byłoby bezbłędne, gdyby wojna była pozycją w tabeli. Problem w tym, że zawodowa armia liczy się w etatach, a wojna liczy się w ludziach, których państwo jest w stanie postawić pod broń po pierwszym tygodniu działań.
Zapas ludzi to jedyna rzecz, której nie da się kupić na fakturę po ogłoszeniu mobilizacji. Sprzęt można zamówić, rakiety dają się zamówić w Waszyngtonie, a nawet w Seulu. Człowieka, który dwa lata wcześniej przeszedł szkolenie, umie czytać mapę i nie wpada w panikę przy syrenie — takiego nie ma w żadnym katalogu przetargowym. Czas dojrzewania takiego obywatela to lata, nie kwartały. I to jest cała teza Mentzena, powiedziana bez patosu: to jest inwestycja o bardzo długim horyzoncie, której nie można uruchomić na ostatnią chwilę.
Liberalny argument ma też dziurę, o której Korwin-Mikke milczy: armia zawodowa w kraju, którego potencjalny przeciwnik liczy się w milionach mobilizowanych, jest w najlepszym razie tarczą na pierwsze tygodnie. Potem i tak następuje moment, w którym państwo musi sięgnąć po rezerwę. Pytanie tylko, czy po rezerwę przeszkoloną, czy po rezerwę z autobusu. Ukraina zrobiła drugi wariant i płaci za to do dziś — mniej miejsca w koszarach, a dokładnie ta sama luka kompetencji, którą Mentzen chce zasklepić u źródła.
Ale Mentzen też nie powiedział wszystkiego
Teraz druga strona medalu, bo nie zamierzam pisać materiałów prasowych dla żadnej partii. Szkolenie powszechne w polskim wykonaniu ma jedną znaną cechę historyczną: państwo potrafi je zepsuć. Wystarczy przypomnieć, jak przez dekady wyglądały ćwiczenia rezerwistów — wychodzenie z autobusu, wymarsz na strzelnicę, kawa, powrót. Jeśli nowa ustawa miałaby odtwarzać ten teatr, lepiej jej nie zaczynać. Rozbudowana procedura bez treści to tylko nowa pozycja w budżecie i nowa okazja do tego, by połowa rocznika uzyskała zwolnienie od lekarza rodzinnego.
Po drugie: 19-latek to już za późno na części kompetencji. Cywilna obrona, pierwsza pomoc, obsługa łączności, świadomość zagrożeń hybrydowych — tego uczy się w szkole, nie w koszarach. Finlandia, o którą wszyscy się opieramy, nie zaczyna w wieku poborowym. Ona zaczyna w wieku szkolnym i prowadzi to konsekwentnie przez dziesięciolecia. Jeśli Mentzen proponuje tylko miesiąc w koszarach dla 19-latków, to proponuje najtańszy wariant i tak należy go traktować: jako pierwszy moduł, nie jako całość systemu.
Po trzecie: spór Mentzen—Korwin-Mikke to w dużej mierze spór wewnętrzny jednej formacji, a nie spór o państwo. Krytyka Korwin-Mikkego wobec propozycji Mentzena trafia na moment, w którym Konfederacja ma 15 procent poparcia, a KKP 9 procent — czyli obie te siły wspólnie są bliżej rzucenia rządu niż przeforsowania własnego. Jeśli ta debata skończy się na wzajemnych wywiadach, wygra ktoś trzeci, który o szkoleniach mówi o wiele mniej, a robi o wiele więcej: finansuje je z budżetu bez pytania nikogo o zdanie.
Czego nikt nie policzył
A teraz rzecz, której w tej debacie nie ma wcale: rachunek odwrotny. Ile kosztuje NIEszkolenie rocznika? Nikt tego nie liczy, bo taka pozycja nie ma numeru w klasyfikacji budżetowej. A powinna mieć — bo koszt nieprzeszkolonego społeczeństwa materializuje się w każdej prowokacji na granicy, w każdym roku, w którym przeciwnik może szacować naszą rezerwę jako zero. Ten koszt nie jest abstrakcją: to cena, jaką płacimy za każdy dzień, w którym przeciwnik może szacować naszą rezerwę jako zero.
Druga niepoliczona pozycja: efekt sztafety. Rok szkolenia rocznika to nie tylko 19-latek w mundurze. To jego ojciec, który pierwszy raz od lat rozmawia o obronności, to jego młodsze rodzeństwo, które patrzy. Państwo dostaje w pakiecie coś, czego nie da się zamówić w przetargu: sieć obywateli, którzy wiedzą, gdzie jest najbliższa strzelnica i komu dzwonić w razie czego. W państwie, które przez trzy dekady uczyło, że obrona to sprawa zawodowców i NATO, ta sieć nie wyrośnie sama.
I trzecia: Trump mówi, że stała baza amerykańska w Polsce może się wydarzyć. Świetnie. Ale stała baza to gwarancja amerykańskiej obecności, nie polskiej odporności. Kraj, który stawia całą obronność na jedną kartę — obecność sojusznika — buduje strategię o jednym punkcie awarii. Mentzen, niezależnie od motywacji, proponuje dokładnie odwrotny ruch: dywersyfikację. Obrona, która ma działać, musi działać nawet w tygodniu, w którym Waszyngton jest zajęty czymś innym.
Co z tego wynika
Moja ocena jest jednoznaczna: powszechne szkolenie wojskowe to nie jest koszt, to jest najtańsza polisa, jaką państwo polskie może kupić w dekadzie, w której wojna toczy się o granicę tego państwa. Ale — i tu kończę pochwałę Mentzena — musi to być szkolenie z treścią: strzelanie, łączność, medycyna polowa, cyberhigiena, nie wychodzenie z autobusu. I musi być obowiązkowe, bo ochotnicza wersja tej samej idei już istnieje i przyciąga garstkę entuzjastów, a garstka entuzjastów nie zatrzyma niczego.
Do Korwin-Mikkego zaś jedno: wolność, o którą pan walczy od czterech dekad, ma jednego gwaranta — państwo, które potrafi ją obronić. Armia zawodowa jest elementem tego państwa, nie jego substytutem. Kiedy w 1939 roku ostatnie baterie milczały na Helu, nie pytały nikogo o stawkę kontraktu. Obrona ojczyzny jest jedynym towarem, którego nie da się zliberalizować — można ją tylko mieć albo stracić.
Rząd Tuska zaś powinien zapłacić za tę debatę uwagę, jaką sam jej poświęca: żadną. Zamiast rozstrzygnąć systemowo, rząd woli pilnować sondaży i czekać, aż Konfederacja rozerwie się na dwóch kandydatach. Ja przewiduję prosto: prędzej czy później powszechne szkolenie wróci do polskiego prawa — nie dlatego, że Mentzen ma rację, ale dlatego, że Rosja nie czyta polskich sondaży. Lepiej zrobić to z wyprzedzeniem i na własnych warunkach, niż w pośpiechu, na tle dymu i pod presją kalendarza, którego nikt nie ustala poza tymi, którzy nam go narzucają.
Powiązane
- OpinieSpór o Polskę: Czy Polska słusznie odmawia zwiększenia tranzytu ukraińskiego zboża?
- Opinie19-latek z nożem i bombą. Państwo pilnuje granic, a w szkole zostawia drzwi otwarte
- Opinie3 osoby na sali operacyjnej państwa. Alert poszedł do złego województwa
- OpinieCo czwarta umowa najmu to cudzoziemiec. Gospodarz śpi na meblach swojego najemcy
Dyskusja (0)
Komentarze publikujemy po akceptacji moderatora. Imię jest opcjonalne; bez niego podpiszemy Cię jako „Gość".