573 mln zł z NFOŚiGW na geotermię. Września wierci, Wielkopolska ma 5 projektówKoreańska armia bada polskie zabezpieczenia na granicy z BiałorusiąWieluń: Policja udaremniła oszustwo na seniorce. 32-latek w rękach kryminalnychMabion planuje ekspansję w USA. Polski gigant biotechnologiczny rozważa przejęcie zakładuAreszt dla 41-latka za alarmy bombowe w szkołach. Grozi mu 15 lat więzieniaEnergetyczny przełom na Mazurach. Jest decyzja dla stacji Norki w projekcie Harmony Link573 mln zł z NFOŚiGW na geotermię. Września wierci, Wielkopolska ma 5 projektówKoreańska armia bada polskie zabezpieczenia na granicy z BiałorusiąWieluń: Policja udaremniła oszustwo na seniorce. 32-latek w rękach kryminalnychMabion planuje ekspansję w USA. Polski gigant biotechnologiczny rozważa przejęcie zakładuAreszt dla 41-latka za alarmy bombowe w szkołach. Grozi mu 15 lat więzieniaEnergetyczny przełom na Mazurach. Jest decyzja dla stacji Norki w projekcie Harmony Link

Budżet na rok 2027. Fiskus planuje wielki skok na kapitał polskich firm

Rząd Donalda Tuska domyka projekt budżetu na 2027 rok, w którym głównym paliwem mają być rekordowe wpływy z sektora bankowego i podwyższony CIT. To nie jest strategia rozwoju, lecz desperacka próba łatania dziur kosztem płynności finansowej państwa.

Budżet na rok 2027. Fiskus planuje wielki skok na kapitał polskich firm

Państwo polskie stanęło właśnie w rozkroku, który grozi bolesnym upadkiem. Z jednej strony słyszymy o historycznych rekordach – wartość udziałów Skarbu Państwa w Orlenie sięgnęła 92,7 mld zł, a indeks WIG20 wreszcie, po 19 latach, przebił swój szczyt z 2007 roku. Z drugiej strony, w cieniu tych giełdowych fajerwerków, w gabinetach Ministerstwa Finansów powstaje scenariusz, który dla realnej gospodarki może okazać się zabójczy. Rząd planuje oprzeć budżet na 2027 rok na bezprecedensowym drenażu sektora finansowego.

To klasyczna metoda „zarządzania przez konsumpcję zasobów”. Zamiast tworzyć warunki do akumulacji kapitału, który mógłby finansować modernizację armii czy transformację energetyczną, ekipa Tuska wybiera drogę najmniejszego oporu: opodatkowanie tego, co najłatwiej policzyć. Miliardy z podatku bankowego oraz utrzymanie wysokiego CIT-u to nic innego jak podatek od bezpieczeństwa finansowego Polaków. Jeśli banki i duże firmy zostaną zmuszone do oddania lwiej części zysków fiskusowi, to za kredyt inwestycyjny, hipotekę czy zwykłe prowadzenie rachunku zapłaci ostatecznie obywatel.

W architekturze państwa budżet powinien pełnić rolę planu inwestycyjnego, a nie listy życzeń wierzycieli. Tymczasem wieczorne raporty rządowe coraz wyraźniej sugerują, że mamy do czynienia z fiskalnym uściskiem, który ma sfinansować rosnące koszty obsługi długu. Rentowności obligacji skarbowych na świecie rosną, co oznacza, że pożyczanie pieniędzy na rynkach zewnętrznych staje się dla Warszawy coraz droższe. Zamiast oszczędności w administracji, rząd wybiera uderzenie w sektor, który jest krwiobiegiem inwestycji.

Opieranie budżetu państwa na drenażu sektora bankowego przy jednoczesnym spadku produkcji przemysłowej to ekonomiczna droga do samounicestwienia.

Przemysł w odwrocie, podatki w górę

Sytuacja staje się dramatyczna, gdy zestawimy plany podatkowe z kondycją polskiej produkcji. Wskaźnik PMI spadł w sierpniu do poziomu 48,3 pkt., co oznacza szesnasty miesiąc regresu z rzędu. Zapapaść polskiego przemysłu to nie jest chwilowa zadyszka, lecz systemowe wygaszanie silnika wzrostu. Firmy tną zatrudnienie, a rząd w tym samym czasie planuje „wycisnąć” z nich dodatkowe miliardy.

Logika urzędnicza jest tu porażająca: skoro przemysł produkuje mniej, to musimy zabrać więcej tym, którzy jeszcze zarabiają. To strategia rodem z podręcznika likwidatora, a nie gospodarza kraju. Państwo, które w dobie recesji przemysłowej podnosi obciążenia dla największych płatników, de facto zachęca kapitał do ucieczki. W świecie, gdzie ceny ON sięgają 7,29 zł za litr, a koszty energii dobijają producentów, dodatkowy haracz dla fiskusa to dla wielu firm wyrok śmierci lub impuls do przeniesienia produkcji poza granice Rzeczypospolitej.

Gdzie w tym wszystkim jest racja stanu? Silne państwo to takie, które posiada własne zasoby i zdolność do samofinansowania. Uzależnienie budżetu od doraźnych wpływów z podatku bankowego przy jednoczesnym ignorowaniu spadku produkcji to budowanie zamku na piasku. Rząd Donalda Tuska zdaje się wierzyć, że giełdowa hossa i rekordowa wycena Orlenu wystarczą, by przykryć strukturalną dziurę w finansach publicznych. To groźne złudzenie.

Wskaźniki gospodarcze i paliwowe - wrzesień 2026
KategoriaWartość
Inflacja średnioroczna (2025)3,6%
Bezrobocie (lipiec 2026)5,8%
Cena Pb 956,49 zł/l
Wycena akcji Orlenu160,10 zł

Źródło: Dane GUS i serwisu Bankier.pl

Pułapka długu i unijne kroplówki

Jedynym „ratunkiem”, jakim chwali się resort funduszy, są unijne miliardy. Rząd uruchamia 142 konkursy na blisko 7 mld zł, próbując wmówić opinii publicznej, że dotacje z KPO zastąpią zdrowy wzrost gospodarczy. To niebezpieczna narracja. Pieniądze z Unii to kroplówka, która podtrzymuje życie, ale nie buduje mięśni. Prawdziwa siła gospodarcza bierze się z zysków wypracowanych przez firmy, a nie z wypełniania wniosków o granty na „cyfryzację innowacji”.

Co więcej, ta kroplówka ma swoją cenę – suwerenność decyzyjną. Kiedy państwo staje się zakładnikiem zewnętrznych funduszy, traci zdolność do prowadzenia autonomicznej polityki fiskalnej. Fiskus, zamiast optymalizować system podatkowy pod kątem polskich przedsiębiorców, musi dostosowywać się do wymogów Brukseli, byle tylko przelewy z KPO nie ustały. W tym czasie realny kapytal, ten pochodzący z pracy i produkcji, jest drenowany przez podwyższony CIT i podatek bankowy.

Sucha ironia losu polega na tym, że państwo, które na Westerplatte mówi o godności i suwerenności, w zaciszu gabinetów kapituluje przed bilansem księgowym. Nie można budować potęgi militarnej i politycznej, jeśli budżet na rok 2027 jest konstruowany z myślą o tym, jak przetrwać do kolejnego kwartału bez buntu wierzycieli. To nie jest rachunek racji stanu, to rachunek zysków i strat syndyka masy upadłościowej.

Fikcja bezpieczeństwa finansowego

Zagrożenie płynie nie tylko z podatków, ale i z braku ochrony przed oszustwami na wielką skalę. Sprawa afery Zondacrypto, o której przypomina opozycja, pokazuje, że państwo chętnie wyciąga rękę po pieniądze obywatela, ale nie potrafi go chronić przed utratą oszczędności życia. Propozycja powołania Komisji Zaufania Publicznego to polityczny teatr, ale problem jest realny: systemowe zaniechania, które naraziły inwestorów na gigantyczne straty.

Państwo, które nie potrafi zabezpieczyć rynku kapitałowego, a jednocześnie chce go brutalnie opodatkować, traci moralny mandat do bycia arbitrem. Jeśli rząd Tuska zrealizuje swoje plany budżetowe na rok 2027, staniemy się krajem o najwyższym koszcie kapitału w regionie. To nie tylko uderzy w inwestycje, ale także w oszczędności zwykłych Polaków, które są wbudowane w system bankowy. Każdy promil podatku bankowego to mniej pieniędzy na lokatach i droższe pożyczki dla młodych rodzin.

Budżet na rok 2027 powinien być sygnałem do ataku, do budowy potęgi. Zamiast tego otrzymujemy projekt „wielkiego wyciskania”. Jeśli nie zmienimy kursu, rekordowa wycena Orlenu pozostanie jedynie historyczną anomalią na tle gasnącego przemysłu i drenażu kieszeni obywateli. Racja stanu wymaga, by kapitał pracował w Polsce, a nie był utylizowany w piecu budżetowym tylko po to, by utrzymać iluzję stabilności.

Powiązane

Dyskusja (0)

bez rejestracji

Komentarze publikujemy po akceptacji moderatora. Imię jest opcjonalne; bez niego podpiszemy Cię jako „Gość".