Drakońskie podwyżki na A2. GDDKiA ostrzega przed paraliżem dróg lokalnych
Kierowcy podróżujący autostradą A2 muszą przygotować się na uderzenie po kieszeniach, które nastąpi już 11 września. Serwis DoRzeczy.pl informuje, że państwowy regulator obawia się ucieczki ruchu na drogi lokalne z powodu nowych stawek narzuconych przez koncesjonariusza.
Prywatny zarządca trasy, Autostrada Wielkopolska SA, zdecydował o podniesieniu opłat za przejazd odcinkiem Nowy Tomyśl – Konin. Jak podaje DoRzeczy.pl, zmiany dotkną przede wszystkim osoby płacące metodą manualną na Punktach Poboru Opłat w Nagradowicach oraz Lądku. Wzrost stawek wyniesie od 1 do nawet 10 zł, w zależności od kategorii pojazdu, co stawia pod znakiem zapytania opłacalność korzystania z tej kluczowej arterii dla wielu polskich przewoźników.
Podwyższenie opłat dla kierowców, którzy nie korzystają z videotollingu, może skutkować przeniesieniem części ruchu na drogi alternatywne do autostrady A2. Wyższe koszty przejazdu mogą skłaniać część kierowców do omijania tej trasy i korzystania z obciążonych już ruchem dróg lokalnych. Taki efekt byłby sprzeczny z rolą, jaką pełnią autostrady w systemie komunikacyjnym kraju.
Komunikat Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA)
Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) otwarcie krytykuje ten ruch, wskazując na negatywne skutki społeczne i komunikacyjne. Urzędnicy podkreślają, że wyższe koszty skłonią kierowców do omijania płatnych odcinków i wybierania dróg lokalnych, które już teraz są skrajnie obciążone. Zjawisko to potwierdziły ubiegłoroczne wyniki Generalnego Pomiaru Ruchu, dowodząc, że wyśrubowane ceny bezpośrednio wypychają samochody do centrów miast i wsi, zagrażając bezpieczeństwu mieszkańców.
Choć koncesjonariusz wprowadza rabaty w wysokości od 1 do 5 zł dla użytkowników systemu videotolling, nie zmienia to faktu, że podstawowy cennik staje się coraz trudniejszy do zaakceptowania. GDDKiA rozkłada jednak ręce, przypominając, że umowa koncesyjna z 1997 roku wiąże państwu ręce w kwestii realnego wpływania na wysokość stawek. To gorzka lekcja z czasów transformacji, gdy strategiczna infrastruktura została oddana w prywatne ręce na warunkach, które dziś uderzają w interes publiczny.
Warto przypomnieć, że na trasach zarządzanych bezpośrednio przez państwo obowiązuje zupełnie inna polityka – kierowcy osobówek i motocykliści korzystają z nich bezpłatnie. Obecnie sieć dróg szybkiego ruchu w Polsce liczy 5585 km, z czego 1950 km to autostrady. Podczas gdy rząd stara się ulżyć obywatelom, czego przykładem jest opisywane przez nas cięcie VAT na paliwa w ramach programu CPN, prywatni zarządcy kontynuują politykę drenażu portfeli.
Nadzieją dla kierowców pozostaje odcinek A4 Katowice – Kraków, gdzie w marcu przyszłego roku wygaśnie umowa koncesyjna, co przyniesie zniesienie opłat dla lżejszych pojazdów. W przypadku A2 sytuacja pozostaje jednak zakładnikiem starego kontraktu, który przedkłada zysk spółki nad płynność transportową kraju. Państwo musi wyciągnąć wnioski z tych błędów, by w przyszłości polska racja stanu nie przegrywała z interesem prywatnych koncesjonariuszy.
Źródło: dorzeczy.pl
Powiązane
- GospodarkaA4 Katowice–Kraków bez opłat od 16 marca 2027 roku
- GospodarkaMinisterstwo Sprawiedliwości rozmawia o szarej strefie na rynku kredytów konsumenckich
- Gospodarka41. Skoordynowany Tydzień Kontroli ECR EGTC trwa w 11 państwach, także w Polsce
- GospodarkaGPW uruchomiła silnik WATS – arkusz zleceń ukryty w wybranych fazach sesji
Dyskusja (3)
Komentarze publikujemy po akceptacji moderatora. Imię jest opcjonalne; bez niego podpiszemy Cię jako „Gość".
Umowy z lat 90. są nie do ruszenia, ale jak trzeba dowalić nowy podatek kierowcom, to prawo nagle staje się elastyczne. Ciekawe, który z urzędników podpisujących te cyrografy dorabia teraz w radach nadzorczych u koncesjonariusza. Ktoś jeszcze wierzy, że państwo ma tu cokolwiek do gadania, czy po prostu wszyscy biorą do kieszeni?
skoro gddkia niby ostrzega to dlaczego panstwo po prostu nie wykupi tych udzialow od prywatnych firm? ile lat jeszcze te pieniadze maja wyciekac z naszych portfeli do obcych spolek zanim ktos w rzadzie faktycznie tupnie noga?
Rozumiem, że utrzymanie kosztuje, ale to jest zwykły haracz, a nie opłata za drogę. Dlaczego za te same pieniądze na państwowych odcinkach jedziemy za darmo, a tutaj utrzymujemy prywatny folwark?