Donald Tusk zapowiada regulowane ceny paliw. Rządowa interwencja u progu jesieni
Rząd Donalda Tuska rozważa wprowadzenie sztywnych cen paliw na ostatnie dwa tygodnie wakacji. Interwencja ma zostać uruchomiona w przypadku kolejnych wzrostów cen ropy na rynkach światowych, wywołanych niestabilną sytuacją na Bliskim Wschodzie.

Jak poinformował serwis Bankier.pl, premier Donald Tusk zapowiedział w poniedziałek możliwość sięgnięcia po mechanizm cen regulowanych na stacjach benzynowych. Regulacje miałyby obowiązywać przynajmniej przez dwa ostatnie tygodnie sierpnia, stanowiąc doraźną odpowiedź na drożejący surowiec. Choć zapowiedź brzmi jak próba ochrony portfeli Polaków przed końcem sezonu urlopowego, rynkowe konsekwencje takiego ręcznego sterowania gospodarką budzą uzasadniony niepokój.
Decyzja o zamrożeniu cen ma być bezpośrednio uzależniona od dynamiki wydarzeń na rynkach globalnych. Szef rządu wskazał, że impulsem do działania rządu będzie ponowny skok cen ropy, będący wynikiem napięć geopolitycznych w regionie Bliskiego Wschodu. To tamtejsza niestabilność przekłada się na koszty transportu i ceny przy dystrybutorach, uderzając w polską rację stanu i stabilność finansową obywateli.
| Rodzaj paliwa | Cena (średnia) |
|---|---|
| Pb 95 | 7,21 zł/l |
| ON | 7,73 zł/l |
| LPG | 2,98 zł/l |
Źródło: PrawicaPolska.pl
Wprowadzanie cen regulowanych to mechanizm nadzwyczajny, który w warunkach gospodarki rynkowej zazwyczaj zwiastuje głębsze problemy strukturalne. Zgodnie z procedurami, tego typu interwencja wymagałaby odpowiednich rozporządzeń lub nowelizacji ustaw, które określiłyby zasady rekompensat dla podmiotów obrotu paliwami. Bez precyzyjnych ram prawnych, próba odgórnego narzucania stawek może doprowadzić do zaburzeń w łańcuchach dostaw, o czym pisaliśmy przy okazji analizowania kosztów energii wewnątrz grup kapitałowych.
Sytuacja na rynku paliw pozostaje napięta, a obecne stawki – sięgające 7,21 zł za litr benzyny Pb 95 oraz 7,73 zł za litr oleju napędowego – stanowią potężne obciążenie dla polskiego transportu i rolnictwa. Doraźne obietnice premiera przed końcem wakacji nie rozwiązują problemu wysokiego opodatkowania energii i surowców, które od miesięcy dusi polską przedsiębiorczość. Zamiast systemowej obniżki akcyzy, Polacy otrzymują zapowiedź administracyjnego sterowania cenami, co rzadko kończy się trwałą stabilizacją rynku.
Źródło: bankier.pl
Powiązane
- EnergetykaModa na coolcation szansą dla Polski. Popyt na chłodniejszy wypoczynek rośnie
- EnergetykaRząd chce płacić za zgodę na wiatraki. Edward Siarka: W praktyce jest to łapówka
- EnergetykaUderzenie w polską energetykę. Ujawniono kulisy ataku na elektrociepłownię i obiekty OZE
- EnergetykaNiemiecka blokada polskiego złoża Wolin East. Chcą uderzyć w nasze zasoby ropy i gazu
Dyskusja (3)
Komentarze publikujemy po akceptacji moderatora. Imię jest opcjonalne; bez niego podpiszemy Cię jako „Gość".
U mnie na prowincji paliwo już i tak droższe niż w miastach, a te zapowiedzi tylko napędzą spekulację i zaraz znowu braknie diesla na stacjach. Naprawdę wierzycie, że po dwóch tygodniach sztucznego trzymania cen nie dopierdolą nam potem podwójnej marży, żeby sobie odbić te straty?
Heniek dobrze prawi bo ja jeszcze pamiętam jak za Gierka też obiecywali że wszystko będzie dla ludzi a potem stałem pół dnia w kolejce z kanistrem pod Cepeenem. Takie ręczne sterowanie zawsze kończy się kartkami albo pustym dystrybutorem i to jest zwykłe mydlenie oczu przed jesienią. Kto z was wierzy że jak raz wprowadzą regulacje to ceny potem magicznie spadną zamiast wystrzelić w kosmos?
Najpierw nas docisnął podatkami, a teraz udaje zbawcę narodu i chce ręcznie majstrować przy dystrybutorach. Kto z was naprawdę wierzy, że po tych dwóch tygodniach ceny nie wystrzelą dwa razy mocniej, żeby koncerny sobie odbiły stratę?